193 Obserwatorzy
79 Obserwuję
neonlightchild

światy zapomniane, słowa zakazane

może po prostu wszystkie moje czytelnicze życia potrzebują miejsca odrobinę bardziej pojemnego niż przestrzeń pomiędzy moimi zwojami mózgowymi.

Teraz czytam

Moby Dick
Herman Melville
Powszechna historia nikczemności
Jorge Luis Borges, Stanisław Zembrzuski, Andrzej Sobol-Jurczykowski
WIDZIEĆ/WIEDZIEĆ. Wybór najważniejszych tekstów o dizajnie
Przemysław Dębowski, Jacek Mrowczyk
Przeczytane:: 171/464 stron
Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa
Arthut Conan Doyle
Przeczytane:: 340/1108 stron

Geniusz zamknięty w pięciuset stronicach.

Oscar Wilde "Portretem Doriana Graya" bezdyskusyjnie podbił moje serce. Przy pierwszym spotkaniu z jego twórczością poznałam Wilde'a jako geniusza swoich czasów, wnikliwego obserwatora życia na ówczesnych salonach, ironicznego i błyskotliwego komentatora rzeczywistości, który do perfekcji opanował kunszt słowa. Lord Henry Wotton jest chyba jednym z moich ulubionych bohaterów literackich - wzbudził nieskończone pokłady mojej sympatii w ekspresowym tempie, choć zapewne wielu polemizowałoby jeśli chodzi o możliwości wzbudzania sympatii przez tę konkretną postać. Na marginesie dodam - bo nie byłabym sobą w przeciwnym razie, że istnienie nieszczęsnej ekranizacji "Portretu" jestem w stanie zdzierżyć chyba tylko dlatego, że Colin Firth robił co mógł, by ten film ocalić. Poległ, bo nierówna była to walka, ale jako lord Henry się wybronił.  

 

 


"Twarz, co widziała wszystkie końce świata" jest perełką, kropką nad "i" dla moich peanów ku chwale dandysa znad Tamizy. Już dawno powinnam się była rozprawić z tym zbiorem jego dzieł (bo jest to świetne przekrojowe kompendium na temat warsztatu Wilde'a - znajdują się tu opatrzone ilustracjami opowiadania, bajki, poematy prozą i eseje), z premedytacją jednak przedłużałam czytanie, opóźniałam chwilę skończenia lektury, bo to czysta przyjemność i czytelnicza uczta. A na dodatek "Twarz" uświadomiła mi, jak marna była moja wiedza na temat możliwości Wilde'a jako pisarza i jego osoby w ogóle. 

 

 

Opowiadania kocham całym sercem. Dobre opowiadania. Najlepsze. Winą za to obarczyć mogę Julio Cortazara, absolutnego króla prozy iberoamerykańskiej, Wielkiego Kronopio, któremu w zaciszu własnych domowych ołtarzy czołobitnie oddaję cześć i uwielbienie i nic tego nie zmieni. W miłości do krótkich form utwierdziła mnie twórczość Etgara Kereta. Stworzyć dobre opowiadanie to zresztą nie lada sztuka, bo krótkie formy są trudne i wymagające. Naprawdę trzeba mieć coś do przekazania i trzeba to zrobić dobrze, umiejętnie.

Opowiadania Wilde'a dołączyły do tego zacnego panteonu, chociaż w zbiorze zamieszczone zostały tylko cztery krótkie utwory. W typowy dla siebie sposób, wykazując się niebywałym zmysłem obserwacji, dystansem i poczuciem humoru, Wilde przedstawia dziewiętnastowieczne "życie na salonach". Zabawnie i nieco groteskowo uwypukla pewne ludzkie słabostki czy wady i przez usta swoich bohaterów przekazuje sporo wszelkiego rodzaju życiowych mądrości czy ciekawych uwag. Co istotne, wszystkie cztery utwory łączy wspólny mianownik. Jest nim gloryfikowanie i podkreślanie znaczenia miłości jako najwyższej wartości w życiu człowieka, istoty egzystencji. 

 

Niewątpliwym atutem jest język utworów, dziewiętnastowieczna maniera wypowiedzi, która pozwala świetnie wczuć się w nastrój epoki. Piękny język literacki i piękne przekłady znajdują się na kartach tego zbioru. I to wsiąka w czytelnika i wciąga. 

 

Bajki są według mnie najpiękniejszą częścią "Twarzy, co widziała wszystkie końce świata" i chyba zaskoczyły mnie najbardziej. Powiedzmy sobie szczerze: eseje, opowiadania, poematy prozą w wykonaniu Wilde'a - owszem, zapowiadały się ciekawie, ale bajki? To mnie zaintrygowało. Tym bardziej, że nie czytałam ich od lat i kojarzą mi się najbardziej z Andersenem, braćmi Grimm i Krasickim. No, dobrze - z Disneyem też. Nic nie poradzę na własną metrykę. W pewnym sensie więc odkrywałam ten gatunek na nowo. Wilde z właściwą sobie lekkością przekazuje za pośrednictwem swoich bajek życiowe mądrości i istotne wartości, które - choć powszechnie znane i oczywiste, a nierzadko również proste - często ulegają zapomnieniu czy wręcz degradacji wśród cynizmu, zagonienia, w dobie ich kryzysu, a jednocześnie są uniwersalne i ponadczasowe. Ponadto robi to z niezwykłym wyczuciem, wrażliwością, szczerością i czułością, a także z ogromnym szacunkiem dla całej gamy uczuć, oddając przy tym ich delikatność. Posługuje się słowem z wielkim kunsztem i z niesłuchaną dbałością o szczegóły stwarza wspaniałą scenerię, odmalowuje najpiękniejsze pejzaże. Ukazuje świat pełen przepychu i galanterii, a przy tym wszystkim potrafi wzruszyć do łez i poruszyć czytelnika.

 

 

Co do zaskoczeń... nie byłam zupełnie szczera w tej kwestii. Poematy prozą również były zaskoczeniem, choć w innym sensie - nie ze względu na sam fakt pojawienia się tej formy, a przez poruszane tematy. W tych utworach Oscara Wilde'a dużo jest religijności i Boga, a tego szczerze mówiąc nie spodziewałam się po artyście tak kontrowersyjnym. Być może to swoista nauczka, by nie polegać aż tak na wygodnym spoglądaniu przez pryzmat, w tym przypadku, utartej opinii na temat Wilde'a. Poematy prozą sprawiły, że zaczęłam postrzegać pisarza dużo bardziej wielowymiarowo, choć i bez tego do tej pory sądziłam, że był on postacią niezwykle barwną i złożoną.

Zwieńczeniem "Twarzy" są eseje, najbardziej chyba podobne do "Portretu Doriana Graya". Ich głównym tematem jest sztuka i odniosłam wrażenie, że są one rozwinięciem dialogów, które znajdują się w "Portrecie". W charakterystyczny dla siebie sposób Wilde wypowiada za pośrednictwem esejów swoje opinie sprawiając, że czytelnik czuje się jak słuchacz, uczeń, któremu mistrz wykłada swoje poglądy. 

Na temat "Twarzy, co widziała wszystkie końce świata" trudno jest wypowiedzieć się zwięźle. Zwłaszcza, że w moim przypadku ta umiejętność i tak kuleje, a ten przekrojowy zbiór utworów Oscara Wilde'a jest do scharakteryzowania trudny, bo bardzo różnorodny i bogaty zarówno w treść jak i formę. Pozostaje mi chyba tylko powiedzieć, że jestem zachwycona i pod wielkim wrażeniem ogromu talentu Wilde'a.